Całuski, cukiereczki, ciasteczka… czyli tureckie uprzejmości

Standard

keep-calm-and-say-masallah-4Turecki jest bardzo ciekawym językiem pod względem uprzejmości, gdyż istnieje w tym języku szereg wyrażeń stosowanych na szczególne okazje. Nieważne więc czy uczycie się podstaw tego języka, czy jedziecie do Turcji tylko na wakacje. Znajomość tych wyrażeń i świadomość kiedy ich użyć na pewno zaskoczy większość rodowitych Turków i sprawi,że pomyślą oni, iż wasz turecki jest lepszy niż tak na prawdę jest.

Hoş geldin/ hoş geldiniz  usłyszycie przychodząc do kogoś do domu lub wchodząc do sklepu czy restauracji. Oznacza to tyle co witaj! /Witajcie (a dokładnie : miło, że przyszedłeś). Koniecznie trzeba wtedy odpowiedzieć hoş bulduk, które nie ma swojego odpowiednika, a oznacza mniej więcej tyle co: miło, że się spotkaliśmy.
Buyurun (wypowiadane jako buyrun) to kolejnie wyrażenie, które często można usłyszeć w Turcji. Oznacza ono proszę zarówno kiedy komuś coś podajemy, czy zapraszamy do wejścia, ale również pozwalamy na coś. Może również oznaczać proszę, w sensie czego chcesz?
Allah razı olsun! znaczy dosłownie niech Bog bedzie z Ciebie zadowolony, a usłyszymy to wyrażenie często w znaczeniu Dziękuję.
Çok yaşa mówimy komuś, kto właśnie kichnął. I oznacza to tyle co żyj długo. I tu kichającz ma pole do popisu, bo po turecku nie dziękuje się, ani nie przeprasza po kichnięciu. Na Çok yaşa odpowiadamy hep beraber (wszyscy razem) albo Sen de gör (żebyś i ty zobaczył, w sensie to długie życie).
Geçmiş olsun! usłyszymy gdy jesteśmy chorzy lub gdy przydarzyło nam się coś nieprzyjemnego, jakieś  nieszczęście. Oznacza to tyle co niech będzie już po wszystkim! Niech to szybko przeminie!
Güle güle kullan!  mówimy, gdy ktoś kupił coś nowego. Najczęściej usłyszymy to wyrażenie od sprzedawcy, ale również od znajomych. Oznacza to mniej więcej tyle co używaj tego z radością.
Güle güle giy! mówimy, gdy ktoś kupił sobie jakieś ubranie. I oznacza to tyle co noś to z radością.
Güle güle otur  mówimy kiedy ktoś wprowadził się do nowego mieszkania. Przetłumaczyć to możemy jako mieszkaj szczęśliwie.
Elinize sağlık (całe zdrowie na pani ręce)tak chwalimy panią domu, która przyrządziła nam posiłek. Znajomemu lub znajomej powiemy per ty eline sağlık.

Afiyet olsun! (smacznego)a dosłownie: niech bedzie smaczne. Usłyszymy zarówno przed posiłkiem, często w trakcie i o dziwo również po.
Kolay gelsin (niech Ci idzie jak po maśle)życzymy tak osobie, która właśnie ciężko pracuje. Nie musi to być praca fizyczna, bo można też tak powiedzieć komuś, kto pracuje w biurze, czy nawet kiedy się uczy lub odrabia zadanie domowe.

Allah analı babalı büyütsün! mówimy matce lub ojcu nowonarodzonego dziecka. A wyrażając swój zachwyt nad dzieckiem koniecznie musimy dodać Maşallah!, które ma ustrzec od złego uroku i znaczy tyle co okrzyk radości i chwały nad dziełem Allaha. Dlatego napis ten często można zobaczyć na samochodach czy w domach. Z maşallah nieodłącznie związane jest İnşallah, które oznacza tyle co jak Bóg da, jak Bóg zechce. Sama często go używam i jest to jedno z moich ulubionych powiedzeń, dopóki nie próbuje się nim maskować swej niewiedzy. I tak na pytanie czy dany autobus przejeżdża przez daną miejscowość, możesz usłyszeć inşallah. I nie próbuj się dowiedzieć konkretnej odpowiedzi, bo jak Bóg chce, to ten autobus przejedzie przez daną miejscowość. İnşallah było wcześniej używane jako pobożne życzenie, które znaczyło dołożę wszelkich starań, a jak Bóg zechce, to tak się stanie. Teraz często używane jest w formie wymówki.

Canin sağolsun używamy składając wyrazy współczucia po stracie bliskiej osoby.

A kończąc notkę nie sposób nie wspomnieć jak Turcy się żegnają. Bo tutaj to nie takie proste jak w Polsce, gdzie w pośpiechu kończymy rozmowę jakimś tam “trzymaj się”, czy najbardziej ekonomicznym z wszystkich “pa”, tym bardziej przez telefon
Tutaj obowiązkowo trzeba powiedzieć całą wiązankę: Kolay gelsin (niech ci przyjdzie łatwo to, co teraz robisz) + Kendine iyi bak (uważaj na siebie) + Yengene/Abiye/… selam söyle (pozdrów żonę/brata/ ….) + Görüşürüz (do zobaczenia) + Hadi bay bay (no to pa pa)!+ Öptüm (całuję).

Nie przyzwyczajona do takich pożegnań przez telefon, często rzucałam Gorusuruz i już chciałam się rozłączyć, ale słyszałam, że osoba w słuchawce jeszcze coś do mnie mówi.

Jeśli komuś, kto czyta ten post, wpadnie do głowy jeszcze jakieś ciekawe wyrażenie, to proszę o komentarz. Chętnie poszerzę ten słowniczek tureckich uprzejmości.

Tureckie wizy znowu na lotniskach

Standard

W kwietniu pisałam o nowym systemie wizowym, który wprowadził rząd turecki, w celu zmniejszenia kolejek na lotnisku i przyciągnięcia większej ilości turystów i biznesmenów. System ma zastąpić dotychczasową procedurę kupowania wizy na lotnisku (a tym samym odstnia swego w kolejce). Nowy przepis, który miał wejść w życie w kwietniu tego roku, przewiduje wydawanie wiz tylko w formie elektronicznej. Ale jak się okazało pomysł ten przysporzył więcej problemów, niż radości zarówno polskim turystom, jak i turoperatorom. A to wszystko dlatego, że e-wizę można zakupić tylko po wypełnieniu formularza na stronie www.evisa.gov.tr, która na razie dostępna jest tylko w trzech językach (angielskim, francuskim i hiszpańskim). Dodatkowo do jej opłacenia potrzebujemy  karty kredytowej.

Po interwencji w ambasadzie Turcji w Ankarze, postanowiono opóźnić wejście nowych przepisów. W związku z tym Polacy będą mogli jeszcze przez caly sezon 2014 kupic wizę do Turcji “po staremu”. Czyli odstać swoje w kolejce do okienka na lotnisku. Chociaż Ankara obiecuje postawienie na lotniskach elektronicznych kiosków wydających wizy. Dajcie cynk, jeśli takowe już widzieliście.

Źródło: RP

trzy, dwa, jeden… odlot

Standard

Dopiero co pisałam o mojej decyzji o wyjeździe, a tu nawet nie zdarzyłam się oglądnąć i już lecę. Troche to wszystko na wariackich papierach, bo w ciągu dwóch tygodni podjęłam decyzje o wyjeździe, zwolniłam się z pracy w obu szkołach, jakimś cudem się spakowałam w dozwolonych 30 kg (niech nikt nie mysli, ze udalo mi sie spakowac wszystko, bo kilogramy książek zostały na przetrzymaniu u kolegi Kurda) i od dzisiaj, wraz z wylądowaniem samolotu Turkish Airlines, aż do odwołania, moim nowym domem jest Hamburg.

Nawet nie zdąrzyłam tak na prawdę pożegnać się ze Stambułem, bo mój ostatni tydzień tam był na prawdę ciężki. Pracowałam jeszcze do wtorku. Miałam potem mieć te kilka dni na powiedzenie mojemu ukochanemu miastu i znajomym do widzenia.
Ale pech chiał i w środę ugryzł mnie pies. Uliczny duży pies (i tu chyba warto przytoczyć po krótce bieg wydarzeń dla potomnych. Wiecej tutaj).

Nie udało mi się więc tak na prawdę pożegnać, bo spędziłam w sumie moje ostatnie dni w łóżku. Ale kiedy tylko poczułam się lepiej, to udało mi się jeszcze przespacerować się po moich ulubionych miejscach. W czwartek moja przyjaciółka zabrała mnie na turecką noc na statku pływającym po Bosforze. A w piątek poszliśmy na sushi party, które zorganizowal mój znajomy Segou z Koreii Połudnowej.

IMG_2135IMG_2144IMG_2148

W koreańsko-turecko-francusko-polsko-serbsko-chorwackim gronie sami przyżądziliśmy nasze sushi po koreańsku. Mieliśmy nawet wersję y wiepryowiną z Korei i wersję wegetariańska. A do tego nawet koreańskie chipsz z suszonej ryby i wino ryżowe. Mieliśmy nawet sushi dürüm, a przy okazji mnóstwo śmiechu.

IMG_2149

Dostanie mi się pewnie za to, że mój post kręci się wokół jedzenia. Ale ten kraj z tego słynie i jest dumny, więc muszę jeszcze napisać o tym, za czym na pewno będę w Niemczech tęsknić. A mianowicie o tureckim śniadaniu, na które zabrali mnie Audrey i Zafer.O tym nie ma co pisać, tego trzeba po prostu spróbować.

IMG_2157 IMG_2158

Za mój ostatni wieczór pragnę serdecynie podziękować panu premierowi Turcji i policji, którzy tak skutecznie gazowali Taksim i atakowali protestujących, że nie byłam w stanie spotkać się tam ze znajomymi na ostatniego drinka.
Ale nie ma to jak mieszkać w Ortaköy nad samym Bosforem z widokiem na Most Bosforski. Z najbliższymi, którzy mimo ataku policji byli się w stanie do mnie przedostać okrężną drogą, żegnałam Stambuł do samego świtu i porannego ezanu. Ach, magiczna to była chwila!

IMG_2192Na samą myśl teraz, kiedy to piszę już w Hamburgu przechodzą mnie ciarki i już wiem jak za tym i milionami innych rzeczz będę tutaj tęsknić. Poczynając od pogody, jedzenia, ezanu, na przyjaciołach i serdecznych Turkach kończąc.

Ale póki co cieszę się na to, co mnie czeka. Bo to znowu coś nowego.

A wszystko to, to kestia przypadku. A może i przeznaczenia? Sama już nie wiem jak nazwać ten ciąg wydarzeń. To, że Karolina napisała do mnie w sprawie tej pracy w momecie dla mnie przełomowym. Po tym jak zrezygnowałam z hostelu i oprócz miłości do Stambułu i wielu przyjaciół nic mnie tam więcej nie trzymało.

A to jak znalazlam mieszkanie? Śmieszna sprawa.
Napisałam do Thomasa, jednego z naszych hostelowych gości, z którym nie byłam jakoś blisko, ale utrzymywałam fb kontakt. Thomas jest z Hamburga i tak się złożyło, że miał wolny pokój i zaoferował mi wynajem. Najlepsze jest to, że Thomas pracuje na tej samej ulicy co ja. A nasza dzielnica podobno jest ciekawa i ma mi przypominać Stambuł.

Pierwsze wrażenia… eeee jak tu zielono. A jak cicho i mało ludzi na ulicach. I wszyscy tak jakoś spokojnie rozmawiją. Nie ma korków na ulicach, nikt nie trąbi i wszyscy zatrzmują się na przejściu dla pieszych. Nie ma nawoływania do modlitwy, tylko dzwony. I ci Niemcy jacyś tacy brzydcy i nie rozmowni.Ale nie ma co się zniechęcać. Ahoj przygodo!